luiluilllmilllhiillUiiiiUliiiillh-iiillliiiiyiiiiilluiiillliuiillliJULJlLillL-szywych informacji etycznych

włodarzewska opinie |

„luiluilllmilllhiillUiiiiUliiiillh
iiillliiiiyiiiiilluiiillliuiillli..JULJlL.illL
szywych informacji etycznych. Nie zrównuję początkowych przykładów z ostatnim. Między m ożna nienawidzić a trzeba nienawidzić zachodzi istotna różnica. Ale wyczuwam tu jakieś powiązanie; humanistyczny relatywizm i totalistyczny nihilizm gdzieś głęboko mają ukryty wspólny korzeń błędu. Co się staje z człowiekiem, który pierwsze wskazania na temat dobra i zła otrzymuje od ludzi — zamiast od nieba To nie jest retoryczne pytanie, tylko problem dla pedagogiki społecznej. Jak tworzyć współczesne niebo, świecki równoważnik objawienia. Po prostu warto się nad tym zastanowić. Zastanawiać.
. — tak, tak, tak, ale ja siedzę przy stole nad kawałkiem papieru i zastanawiam się moralnie, i to jest zawsze trochę śmieszne. Nieprzyzwoicie śmieszne, nieprzyzwoicie bezpieczne. Siedzieć i oddawać się refleksjom nad życiem... Komfort myśli. W nierówności między myśleniem a życiem zawsze jest szczypta wstydu. Ci, którzy jeszcze mogą myśleć, i ci, którzy mogą już tylko doświadczać. Tej niesprawiedliwości, tej krzywdy nie można uniknąć ani wynagrodzić — tkwi w niej jakaś haniebność. Odczułem ją niedawno, kiedy odnalazłem w jednym ze starych brulionów notatkę o Żoliborzaninie, zawieruszoną sprzed lat. Notatkę Siad, zapis sprawy. Zawsze, ile razy o niej myślę, mam wrażenie, że wszystko wali mi się na głowę, i wszystko, co napisałem, wydaje mi się bezprawne. W porównaniu z tym, co on musiał przeżyć. Można odkryć prawdę o sobie i to bywa bolesne, on jednak odkrył tę prawdę z ogromnym przyspieszeniem, w ciągu kilku dni między aresztowaniem a śmiercią, i w ciągu tych kilku dni i nocy, kiedy go wozili po mieszkaniach, które wskazał, musiał zedrzeć z siebie kilka skór, żeby w końcu ujrzeć się nagim, prawdziwym, takim, jakim był. Zajęcze serce, tak go ktoś potem określił „Zawsze podejrzewałem, że w tym myśliwym drży zajęcze serce"... Myśliwy w sensie przenośnym — raczej żywotna indywidualność. W środowiskach lewicy akademickiej uważano go za autorytet, istniała wtedy potrzeba przywódców — w jego milczeniu, w jego stanowczości i spokoju był urok, jakiego szukaliśmy. W pierwszych miesiącach wojny zbierano się u niego. „Byłeś u Żoliborzanina... Żoliborzanin mówił, że chce cię zobaczyć... Trzeba to przekazać Żoliborzaninowi..." W harcerstwie nauczył się odwagi i wiary w siebie, był zdaje się drużynowym. Nic go nie ostrzegło. Nie miał okazji się sprawdzić. Sprawdzono go dopiero na Szucha. Po dwóch przesłuchaniach zaczął wymieniać nazwiska i adresy. W nocy wysadzano go z auta przed domem, wleczono na trzecie czy czwarte piętro, dzwonił i zaraz wskazywał, podawał nazwisko, mamląc przez wybite zęby. Płakał — opowiadały potem siostry aresztowanych — prosił, żeby mu pozwolili wyskoczyć przez okno. Rozstrzelali go, kiedy już wszystko z siebie wypakował. Jego widmo straszyło przez lata, stał się doświadczeniem, na którym później uczono nowicjuszy — stał się przysłowiem. Zachowała się u kogoś jego fotografia. Znad białej, otwartej koszuli wyłożonej na kołnierz marynarki patrzył spokojnie w oczy swoim opanowanym, twardym wzrokiem. A gdyby mu się odsłoniła przyszłość, to na pewno zakryłby rękami twarz — wykonałby ów pradawny gest posągów —“(9)

<<<< - Mam wrażenie że tak Trzecia republika | Profesor działał jak lunatyk >>>>