Mijają dni a pogotowia do lotu
„Mijają dni, a pogotowia do lotu jak nie ma, tak nie ma. Czuję się niby zwierz zamknięty w klatce. Ileż czasu można wytrzymać w takim napięciu
Nagle hiobowa wiadomość lotów z Anglii już nie będzie! Przenosimy się na bazę przerzutową do południowych Włoch.
Początek grudnia 1943 roku. Od samego ranka pogotowie „marszowe". Przywdziewamy mundury z pełnymi dystynkcjami. Na rękawach regulaminowe naszywki z napisem Poland. Ze zrozumiałych względów nie wolno przypiąć znaku spado
First Aid Nursing Yeomanry — Korpus Pierwszej Pomocy Pielęgniarskiej.
cnronowego. Cywilne ciuchy i wyposażenie skoczka spoczywa w starannie zamkniętych walizach służbowych. Oficjalnie udajemy się do 2 Korpusu Polskiego genarała Andersa, stacjonującego już na Półwyspie Apenińskim.
W szczelnie zasłoniętych samochodach jedziemy nocą do portu w Bristolu. Jest nas w sumie prawie trzydziestu cichociemnych. Popłynie z nami również grupka „fanek" pod wodzą Jenny McLahlan, serdecznej przyjaciółki Polaków. Znamy ją dobrze ze stacji wyczekiwania. Dla nas jest Janką. Mówi nieźle po francusku i pilnie uczy się języka polskiego.
Załadunek na wojskowy transportowiec, dwudzicstotysięcznik „Malaya". Statek pełen żołnierzy, głównie brytyjskich, rozlokowanych w obszernych pomieszczeniach ogólnych. Dla oficerów przeznaczono czteroosobowe kabiny.“(4)